Jeżeli lata 50. były złotym wiekiem westernów, lata 80. zostały zdefiniowane przez „kino nowej przygody”, to ostatnia dekada bez wątpienia należy do „kina superbohaterów”.
W tym roku twórcy przechodzą sami siebie, ale ilość niekoniecznie przechodzi w jakość (marny „Green Lantern”, średni „Thor”, świetny „X-Men: Pierwsza klasa”). Kapitan Ameryka jest jednymz najstarszych komiksowych bohaterów.
Stworzony w 1941 roku, tuż przed włączeniem się USA do II wojny światowej, miał zadanie wybitnie propagandowe. Dać Hitlerowi tak mocno w pysk, żeby odechciało mu się wojować. Marvel odkurzył zapomnianą i mocno archaiczną postać, aby przygotować go na pojawienie się w „The Avengers” w przyszłym roku, w filmie, który będzie niczym Mecz Gwiazd w NBA.
Iron Man, Thor, Hulk i Kapitan Ameryka staną ramię w ramę, by walczyć z czarnymi charakterami. Najciekawsza część filmu to jego pierwsza połowa. Cofamy się do lat 40. ubiegłego stulecia do Nowego Jorku. Chucherkowaty Steve Rogers (Chris Evans), z wypisaną na twarzy kategorią E, bezskutecznie pragnie zaciągnąć się do armii, by służyć ojczyźnie. Zostaje zauważony przez doktora Erskine (Stanley Tucci), który dostrzega w nim nie tyle wady fizyczne, co serce do walki i skłonność do poświęceń.
Skierowany na specjalne szkolenie, „docierany” przez pułkownika Phillipsa (Tommy Lee Jones), ma stać się nowym typem żołnierza. Steve poddaje się eksperymentowi naukowemu, który zmienia go z 40-kilogramowego cherlaka w idealnie umięśnionego Mistera Universum. Poprawiony metabolizm, lepszy refleks, siła, prędkość czynią z niego nadczłowieka. Ale armia za bardzo nie wie, co z nim zrobić.
Kapitan Ameryka, bo taki pseudonim otrzymuje Rogers, zamiast do walki rusza w tournée, by sprzedawać obligacje wojenne i staje się bohaterem komiksowym. Dopiero we Francji, zmuszony przez sytuację, użyje swoich zdolności, by uratować przyjaciela i bez mała cały batalion. W tym momencie rozpoczyna się widowiskowa część filmu, w której Kapitan i jego kompanie będąmusieli zmierzyć się z nazistowską organizacją Hydrą, kierowaną przez Johana Schmidta (Hugo Weaving), zwanego też Red Skull. Niemiec nie tylko przejął kontrolę nad Trzecią Rzeszą, ale jest też w posiadaniu tajemniczej kostki, która daje mu ponadprzeciętną moc.
Choć największą zaletą produkcji miała być komiksowa logika, to tutaj jej walory – jednowymiarowość postaci i schematyczność działań – kolą w oczy najbardziej. Nawet romans głównego bohatera z brytyjską agentką Peggy Carter (Hayley Atwell) wydaje się sztuczny i wymuszony. Ogromną zaletą filmu jest Evans, który czyni swoją postać sympatyczną i niezwykle ludzką.
I to właśnie on może być największą gwiazdą przyszłorocznego blockbustera.
Radosław Folta
Captain America: The First Avenger
Sobota, 06 sierpnia 2011 02:46Jeżeli lata 50. były złotym wiekiem westernów, lata 80. zostały zdefiniowane przez „kino nowej przygody”, to ostatnia dekada bez wątpienia należy do „kina superbohaterów”.
W tym roku twórcy przechodzą sami siebie, ale ilość niekoniecznie przechodzi w jakość (marny „Green Lantern”, średni „Thor”, świetny „X-Men: Pierwsza klasa”). Kapitan Ameryka jest jednymz najstarszych komiksowych bohaterów.
Stworzony w 1941 roku, tuż przed włączeniem się USA do II wojny światowej, miał zadanie wybitnie propagandowe. Dać Hitlerowi tak mocno w pysk, żeby odechciało mu się wojować. Marvel odkurzył zapomnianą i mocno archaiczną postać, aby przygotować go na pojawienie się w „The Avengers” w przyszłym roku, w filmie, który będzie niczym Mecz Gwiazd w NBA.
Iron Man, Thor, Hulk i Kapitan Ameryka staną ramię w ramę, by walczyć z czarnymi charakterami. Najciekawsza część filmu to jego pierwsza połowa. Cofamy się do lat 40. ubiegłego stulecia do Nowego Jorku. Chucherkowaty Steve Rogers (Chris Evans), z wypisaną na twarzy kategorią E, bezskutecznie pragnie zaciągnąć się do armii, by służyć ojczyźnie. Zostaje zauważony przez doktora Erskine (Stanley Tucci), który dostrzega w nim nie tyle wady fizyczne, co serce do walki i skłonność do poświęceń.
Skierowany na specjalne szkolenie, „docierany” przez pułkownika Phillipsa (Tommy Lee Jones), ma stać się nowym typem żołnierza. Steve poddaje się eksperymentowi naukowemu, który zmienia go z 40-kilogramowego cherlaka w idealnie umięśnionego Mistera Universum. Poprawiony metabolizm, lepszy refleks, siła, prędkość czynią z niego nadczłowieka. Ale armia za bardzo nie wie, co z nim zrobić.
Kapitan Ameryka, bo taki pseudonim otrzymuje Rogers, zamiast do walki rusza w tournée, by sprzedawać obligacje wojenne i staje się bohaterem komiksowym. Dopiero we Francji, zmuszony przez sytuację, użyje swoich zdolności, by uratować przyjaciela i bez mała cały batalion. W tym momencie rozpoczyna się widowiskowa część filmu, w której Kapitan i jego kompanie będąmusieli zmierzyć się z nazistowską organizacją Hydrą, kierowaną przez Johana Schmidta (Hugo Weaving), zwanego też Red Skull. Niemiec nie tylko przejął kontrolę nad Trzecią Rzeszą, ale jest też w posiadaniu tajemniczej kostki, która daje mu ponadprzeciętną moc.
Choć największą zaletą produkcji miała być komiksowa logika, to tutaj jej walory – jednowymiarowość postaci i schematyczność działań – kolą w oczy najbardziej. Nawet romans głównego bohatera z brytyjską agentką Peggy Carter (Hayley Atwell) wydaje się sztuczny i wymuszony. Ogromną zaletą filmu jest Evans, który czyni swoją postać sympatyczną i niezwykle ludzką.
I to właśnie on może być największą gwiazdą przyszłorocznego blockbustera.
Radosław Folta
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.