Czwartek, 17 maja 2012 | Imieniny: Brunony, Sławomira i Wery
Na ekranie A A A

Cowboys & Aliens. Gdyby nie Craig...

Sobota, 03 września 2011 17:46

Ikoniczne, zakurzone miasteczko na Dzikim Zachodzie gdzieś pod koniec XIX wieku. Z saloonem, wokół którego skupia się życie towarzyskie, siejącym postrach lokalnym krezusem, piękną kobietą ratującą nieznajomych z opresji. Główny bohater to  człowiek znikąd i bez pamięci, szukający odpowiedzi na pytanie „kim jestem i co ja tu robię?”. I w końcu element zagrożenia, obcy atakujący społeczność z zewnątrz. 

Wszystko brzmi bardzo znajomo. Oprócz faktu, że obcy to faktycznie Obcy – demony o nieznanym pochodzeniu dla ówczesnych ludzi, ale dla widzów jest jasne, że mamy do czynienia z inwazją kosmitów. Jon Favreau, reżyser mający w dorobku oba filmy z przygodami Iron-Mana, bawi się w swoisty gatunkowy misz-masz. Bohaterom wyjętym żywcem z „Za garść dolarów” serwuje atrakcje godne „Battle: LA” i „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”. 

Daniel Craig wciela się w głównego bohatera, Jake’a, który bez pamięci i z tajemniczą bransoletą przytwierdzoną do ręki budzi się na środku pustyni. Wędrując trafia do mieściny, w której rządzi strach. Za dnia jest to pułkownik Dolarhyde (Harrison Ford), w nocy – tajemnicze demony porywające ludzi. 

Jake podczas ataku obcych odkrywa, że jego bransoleta nie jest tylko bolesną ozdobą, ale jedyną skuteczną bronią do walki z najeźdźcami. Nasz bohater stopniowo odzyskujepamięć, a miejscowi organizują wspólny front w obronie przed wrogiem.

W założeniu film obiecuje dość sporo i budzi apetyt na ciekawe kino, jednak finalny produkt nie do końca jest tym, czego oczekiwał widz. Największym problemem jest niezwykle poważny ton całości. Twórcy wydają się zapominać, że dość swobodne traktowanie gatunkowych konwencji wymaga odrobiny luzu. Nic z tego. Postacie wypowiadają swe kwestie tak serio, że stają się własnymi karykaturami (w czym bryluje Harrison Ford). Walka z kosmitami jest niemal tak samo zatrważająca, jak ZOMO pałujące bogu ducha winnych studentów. Determinacja, pot, krew i łzy,poświęcenie i heroizm. Dobrze, ale czy to jest film o obronie ideałów sierpnia?

Druga zasadnicza wada całej produkcji to brak oryginalności i nadmierne używanie wyświechtanych klisz gatunkowych. Trzy odrębne konwencje: western, sci-fi i horror połączono bez wyczucia, ładu i składu. Tak, jakby każdą z nich rozłożono na czynniki pierwsze i pomieszano jak się dało, w różnych wariacjach. Czy takie puzzle mogą być interesujące? Elementy niby do siebie pasują, ale wyłaniający się z nich obraz przypomina jakąś poczwarę.

Całość ratują pierwszorzędne walory produkcyjne i magnetyzująca siła Daniela Craiga. Aktor dowiódł już, że świetnie prezentuje się w smokingu i w towarzystwie pięknych pań jako 007. Równie dobrze wydaje się czuć jako ostoja sprawiedliwości na Dzikim Zachodzie, wypełniając lukę zwolnioną lata temu przez Clinta Eastwooda. 

Radosław Folta

 


reż. Jon Favreau
USA 2011
W kinach od 19 sierpnia
Certyfikat 12A (dla widzów od 12. roku życia, młodsi widzowie muszą oglądać film w towarzystwie osoby dorosłej)

Źródło: GP 390

Podziel się na:
  • facebook
  • blip
  • twitter
  • sledzik
  • wykop

Wasze komentarze

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Temat numeru 425, 11 maja 2012 Boris na fali

Bukmacherzy od Williama Hilla stawiają 4:1, że Boris Johnson zostanie następnym przywódcą konserwatystów. Niektórzy torysi widzą jego karierę w jeszcze jaśniejszych barwach. Jeśli Boris nie będzie kolejnym premierem, to zostanie nim Miliband – ostrzegają. Wszystko