Czwartek, 17 maja 2012 | Imieniny: Brunony, Sławomira i Wery
Na ekranie A A A

Melancholia

Niedziela, 09 października 2011 18:56

Otwierająca sekwencja filmu to małe arcydzieło. Obraz w klimacie Hieronima Boscha, namalowany kamerą i efektami specjalnymi. W rytm fragmentu Wagnerowskiej opery „Tristan i Izolda” oglądamy postaci przemierzające świat niczym z najgorszego koszmaru. Panna młoda w białej sukni sunie przez las, ciągnąc za sobą coś, co przypomina ogromną, czarną pajęczynę. Chwilę potem deszcz kruków spada z nieba. Panna młoda unosi się dostojnie na wodzie, płynąc z nurtem rzeki. Przerażona kobieta z dzieckiem na ręku próbuje przebyć pole golfowe, na którym trawa wciąga niczym grzęzawisko. Wszystko to w zwolnionym tempie, w soczystych kolorach, w najdrobniejszym detalu. Witamy w świecie Larsa von Triera.

Te dziesięć minut przepięknych, wystudiowanych obrazów mówi więcej niż niejedno słowo. Reżyser gotuje postaciom koniec świata. Do Ziemi zbliża się inna planeta – ochrzczona z przekąsem imieniem Melancholia. Nie będzie bohaterskiej akcji ratunkowej, rodem z „Armageddonu”. Ludzkość czeka zagłada. W tym kryzysowym momencie twórca woli skupić się na relacjach wewnątrz jednej rodziny niż patrzeć na tłumy.

Jak każdy dobry film science-fiction, a obraz von Triera bez wątpienia w jakiejś części zalicza się do tego gatunku, nadnaturalne wydarzenia są tylko pretekstem, by bliżej przyjrzeć się ludzkiej naturze. Po onirycznym początku film zmienia styl. Rozedrgana, trzymana w ręce kamera towarzyszy młodej parze na weselu. Panna młoda, Justine (Kirsten Dunst), robi wszystko, co jej w ten dzień nie przystoi. Bierze kąpiel w białej sukni, uprawia seks z przypadkowym mężczyzną. Impreza weselna, która odbywa się w eleganckiej posiadłości należącej do męża jej siostry Claire (Charlotte Gainsbourg), zamienia się w koszmar. Opóźnienia, kaprysy, goście kłócący się na cały głos. Cierpiąca na depresję Justine jest histeryczna, ale jest w niej też coś niezwykle trzeźwego, co pozwala jej z dystansem spojrzeć na całą sytuację – zarówno na rodzinę, jak i na zbliżający się koniec świata.

Druga część filmu rozgrywa się jakiś czas po owym szalonym weselu. Claire znów gości siostrę, która coraz bardziej „odpływa”, nie skrywając goryczy ludzkością w obliczu nieuniknionego. Z jej chłodnym i gorzkim osądem, a jednocześnie bardzo spokojnym oczekiwaniem, wyraźnie sympatyzuje von Trier. Dialogi i sentencje brzmią – jak przystało na reżysera – pompatycznie i pretensjonalnie, ale w filmie jest coś niezwykłego, nastrój i klimat, który oddaje w pełni całą tę negatywną paplaninę. W epilogu, znów ilustrowanym muzyką klasyczną, zobaczymy jak kończy się historia ludzkości widziana oczyma jednego z najbardziej niepokornych twórców we współczesnym kinie.

 


Reż. Lars von Trier
Dania, Szwecja, Francja 2011
W kinach od 30 września. Dla widzów od 15 lat.

 

Źródło: Goniec Polski

Podziel się na:
  • facebook
  • blip
  • twitter
  • sledzik
  • wykop

Wasze komentarze

Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.

Temat numeru 425, 11 maja 2012 Boris na fali

Bukmacherzy od Williama Hilla stawiają 4:1, że Boris Johnson zostanie następnym przywódcą konserwatystów. Niektórzy torysi widzą jego karierę w jeszcze jaśniejszych barwach. Jeśli Boris nie będzie kolejnym premierem, to zostanie nim Miliband – ostrzegają. Wszystko