Film opowiadający o uzależnieniu od seksu rozpoczyna się jak rasowy horror. Siejąca grozę muzyka to pierwszy sygnał.
W jednej z pierwszych scen mężczyzna w metrze (Michael Fassbender) wpatruje się w piękną kobietę. Ta wydaje się odwzajemniać jego zaloty. Ale gdy jego wzrok spoczywa na niej zbyt długo, dziewczyna szuka wyjścia, chce wycofać się z tej gry. Wychodzi z wagonu, próbuje zgubić faceta, dla którego właśnie rozpoczęło się polowanie. Kiedy udaje jej się zniknąć w tłumie, jego twarz zmienia się. Ze zwierzęcego instynktu pozostaje tylko wielkie rozczarowanie małego chłopca.
Brandon jest niewolnikiem swoich obsesji. Seks poprawia mu humor. Jest dobry na nudę. Polowanie na kobietę w barze czy restauracji tylko dodaje temu pieprzyku. A jeżeli to się nie uda – pozostaje prostytutka albo gigabajty pornografii na komputerze w domu i w pracy. Ciągle nienasycony, ciągle głodny, bohater filmu żyje w świecie pozornych iluzji. Iluzji, że może mieć wszystko, bo jest to na wyciągnięcie ręki. Że może zaspokoić swój apetyt, ciągle podsycany przez otaczającą go rzeczywistość, który tak naprawdę okazuje się workiem bez dna.
Ta ponura i dołująca wizja współczesnego społeczeństwa wyszła spod ręki twórcy wyśmienitego „Głodu”, filmu o strajku bojowników IRA w brytyjskim więzieniu. Bohater tamtego obrazu (również zagrany przez Fassbendera) podejmuje moralną walkę z opresyjnym systemem i władzą. Walkę, którą udaje mu się wygrać składając z siebie ofiarę.
Brandon nie ma tego szczęścia. Sam postrzega siebie jako hedonistę bezceremonialnie sięgającego po to, co oferuje mu społeczeństwo, my widzimy w nim ofiarę tego sytemu. Nie zdaje sobie z tego sprawy do momentu konfrontacji z inną osobą. Jego młodsza siostra Sissy (Carey Mulligan) zjawia się w jego życiu niespodziewanie. Potrzebuje emocjonalnego oparcia, jest niepewna siebie, samodestrukcyjna. Czy rodzeństwo aż tak bardzo różni się od siebie? Odpowiedź przyniesie ostatni, dramatyczny akt filmu, w którym oboje zagrają główne role.
„Wstyd” okrzyknięto jedną z rewelacji festiwalu w Wenecji. Zasłużone nagrody zgarnął reżyser i odtwórca głównej roli. Fassbender udowadnia, że jest jednym z najciekawszych współczesnych aktorów, genialnie przywdziewającym kolejne maski grając tę samą postać. Na jego obecności zyskała tylko Mulligan, której ostatnie role grane były na tą samą smutną nutę. Tutaj zmuszona do działania, nabrała jakże brakującej jej dynamiki. Najlepsze sceny filmu to spotkania obydwojga aktorów na ekranie, których ukoronowaniem jest długa rozmowa rodzeństwa. Niemalże tak trzymająca w napięciu jak dziesięciominutowy dialog z wspomnianego „Głodu”. Nawet, jeżeli naciągane moralne przesłanie i melodramatyczny finał obniżają ocenę całości, to dla kreacji aktorskich warto ten film obejrzeć.
Radosław Folta
reż. Steve McQueen
Wielka Brytania 2011
W kinach, dla widzów od lat 18
Shame
Piątek, 20 stycznia 2012 23:43Film opowiadający o uzależnieniu od seksu rozpoczyna się jak rasowy horror. Siejąca grozę muzyka to pierwszy sygnał.
W jednej z pierwszych scen mężczyzna w metrze (Michael Fassbender) wpatruje się w piękną kobietę. Ta wydaje się odwzajemniać jego zaloty. Ale gdy jego wzrok spoczywa na niej zbyt długo, dziewczyna szuka wyjścia, chce wycofać się z tej gry. Wychodzi z wagonu, próbuje zgubić faceta, dla którego właśnie rozpoczęło się polowanie. Kiedy udaje jej się zniknąć w tłumie, jego twarz zmienia się. Ze zwierzęcego instynktu pozostaje tylko wielkie rozczarowanie małego chłopca.
Brandon jest niewolnikiem swoich obsesji. Seks poprawia mu humor. Jest dobry na nudę. Polowanie na kobietę w barze czy restauracji tylko dodaje temu pieprzyku. A jeżeli to się nie uda – pozostaje prostytutka albo gigabajty pornografii na komputerze w domu i w pracy. Ciągle nienasycony, ciągle głodny, bohater filmu żyje w świecie pozornych iluzji. Iluzji, że może mieć wszystko, bo jest to na wyciągnięcie ręki. Że może zaspokoić swój apetyt, ciągle podsycany przez otaczającą go rzeczywistość, który tak naprawdę okazuje się workiem bez dna.
Ta ponura i dołująca wizja współczesnego społeczeństwa wyszła spod ręki twórcy wyśmienitego „Głodu”, filmu o strajku bojowników IRA w brytyjskim więzieniu. Bohater tamtego obrazu (również zagrany przez Fassbendera) podejmuje moralną walkę z opresyjnym systemem i władzą. Walkę, którą udaje mu się wygrać składając z siebie ofiarę.
Brandon nie ma tego szczęścia. Sam postrzega siebie jako hedonistę bezceremonialnie sięgającego po to, co oferuje mu społeczeństwo, my widzimy w nim ofiarę tego sytemu. Nie zdaje sobie z tego sprawy do momentu konfrontacji z inną osobą. Jego młodsza siostra Sissy (Carey Mulligan) zjawia się w jego życiu niespodziewanie. Potrzebuje emocjonalnego oparcia, jest niepewna siebie, samodestrukcyjna. Czy rodzeństwo aż tak bardzo różni się od siebie? Odpowiedź przyniesie ostatni, dramatyczny akt filmu, w którym oboje zagrają główne role.
„Wstyd” okrzyknięto jedną z rewelacji festiwalu w Wenecji. Zasłużone nagrody zgarnął reżyser i odtwórca głównej roli. Fassbender udowadnia, że jest jednym z najciekawszych współczesnych aktorów, genialnie przywdziewającym kolejne maski grając tę samą postać. Na jego obecności zyskała tylko Mulligan, której ostatnie role grane były na tą samą smutną nutę. Tutaj zmuszona do działania, nabrała jakże brakującej jej dynamiki. Najlepsze sceny filmu to spotkania obydwojga aktorów na ekranie, których ukoronowaniem jest długa rozmowa rodzeństwa. Niemalże tak trzymająca w napięciu jak dziesięciominutowy dialog z wspomnianego „Głodu”. Nawet, jeżeli naciągane moralne przesłanie i melodramatyczny finał obniżają ocenę całości, to dla kreacji aktorskich warto ten film obejrzeć.
Radosław Folta
reż. Steve McQueen
Wielka Brytania 2011
W kinach, dla widzów od lat 18
Wasze komentarze
Portal Goniec.com nie bierze odpowiedzialności za treść zamieszczonych tutaj opinii i zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z Netykietą.